
Drożdżówka to klasyk. Szanujemy. Zresztą w Madame Bread robimy drożdżówki codziennie, bo codziennie warto mieć w życiu coś miękkiego, maślanego i słodkiego.
Ale buns? Buns to inna liga. To drożdżówka, która pojechała na Erasmusa do Skandynawii, wróciła z większą pewnością siebie, lepszym nadzieniem i lekkim akcentem kardamonu.
Nasze bunsy robimy tylko w soboty — trochę dlatego, że wymagają czasu, a trochę dlatego, że niektóre rzeczy smakują lepiej, kiedy trzeba na nie poczekać. Wtedy pojawiają się w wersjach takich jak lemon curd, czekolada, malina, kardamon i inne sezonowe przyjemności.
Bunsy wygrywają strukturą. Są miękkie, maślane, zawijane warstwowo i wilgotne. Smak nie siedzi tylko na górze, jak dekoracyjny beret, ale przechodzi przez całe ciasto. Krem, owoce, kardamon czy czekolada nie są dodatkiem — są pełnoprawnymi bohaterami.
Czy to znaczy, że drożdżówki mają się martwić? Absolutnie nie. Drożdżówki są z nami codziennie. Bunsy po prostu wpadają w sobotę, robią efekt „wow” i znikają szybciej, niż zdążymy powiedzieć: „zostawcie jednego dla nas”.

